WYPADANIE WŁOSÓW - CO WARTO WIEDZIEĆ?

Hej! 

Kolejny post z mojej ostatnio ulubionej serii! Ostatnio dodałam dwa podobne wpisy, na dwóch grupach na Facebooku (WŁOSING oraz Curly Hair Project). Jednak nie mogło zabraknąć go też u mnie! O tyle lepiej, że tu podzielę się z Wami naprawdę wartościowym linkiem, gdzie znajdziecie uzupełnienie oraz duużo więcej informacji na temat wypadania włosów! 
Bardzo cieszy mnie, kiedy mogę Was uświadomić w sprawie wypadania włosów. Co prawda żaden ze mnie specjalista, ale na przestrzeni lat udało mi się uzyskać sporą wiedzę na ten temat. Głownie przez problem, z którym sama się borykam już od 4 lat. Postanowiłam więc stworzyć taką pigułkę wiedzy: co warto wiedzieć, na co należy zwrócić uwagę, jak rozpoznać nadmierne wypadanie włosów u siebie oraz gdzie szukać pomocy. Wszystko znajdziecie w tym poście, lecimy! 

Pamiętajcie jednak, aby nie traktować tego wpisu jako alternatywę dla wizyty u specjalisty. ;) 

Jak już wspominałam, wypadanie włosów może świadczyć o poważnym problemie Waszego organizmu, dlatego NIGDY nie warto go bagatelizować. Z pozoru wydaje się, że to nic takiego. Przecież każdemu w jakimś stopniu włosy wypadają. Owszem, części z Was może nic nie dolegać, ale druga część powinna jak najszybciej zainteresować się swoim zdrowiem. 

Jakby nie było, większość z Was to kobiety, które szczególnie przejmują się swoim wyglądem. Widoczne przerzedzenie włosów, pojawienie się zauważalnych prześwitów oraz kłębki włosów pod prysznicem, tylko podkopują naszą samoocenę. Tym bardziej, że o swoje piękne włosy dbamy świadomie! 

Zacznijmy od początku.

To, że wypadają nam włosy jest całkowicie normalne. Włosy mają swój czas, swoje życie. Jedne wyrastają, inne muszą wypaść. Tak już jesteśmy "zaprogramowani". Istnieją 3 fazy wzrostu włosa, znacie je już? Są to: anagen (faza wzrostu włosa, trwa 2-6 lat), katagen (faza przejściowa, trwa ok. 2 tygodnie), telogen (faza spoczynku, trwa 2-4 miesięcy). 

Przy takiej kombinacji szacuje się, że każdemu z nas może wypaść ok. 100 włosów dziennie. Osobiście nie do końca się z tym zgadzam. Według mnie każdy człowiek ma swój własny zakres. Każdy ma inną ilość włosów na głowie, stąd też własny zakres. Mnie osobiście kiedyś wypadało ok. 30 włosów dziennie, później skoczyło na ok. 100, następnie (po odpowiedniej kuracji) na ok. 60. Jest różnica? Jak zatem poznać, czy włosy wypadają w nadmiernej ilości? Można wykonać szybki teścik, samemu w domu. Taki test poznałam na wizycie u mojej trycholog, który opisała w swoim ebooku (to do niego znajdziecie link na końcu posta). 

TEST POCIĄGANIA

1. Wsuń dłonie między włosy, ale nie rozczesuj ich wcześniej. 
2. Przesuń dłońmi po włosach w dół.
3. Powtórz czynność na całej głowie. 

Jeśli wyciągnięcie więcej niż KILKA, może to świadczyć o nadmiernym wypadaniu włosów. Sitko pod prysznicem również powie Wam "prawdę". Kluczowa rada w tym momencie: nie ignorować, tylko zacząć się interesować. Przyczyn wypadania włosów jest wiele, mogą to być najzwyklejsze przejściowe przyczyny, jak np. przesilenie jesienne czy wiosenne. Ale mogą to być również poważniejsze problemy organizmu.

Do przyczyn wypadania włosów zalicza się: 

» przesilenie wiosenne/jesienne;
» niedobór witamin i minerałów; 
» zabiegi wykonywane pod narkozą;
» nieodpowiednia dieta;
» stres;
» stany zapalne organizmu;
» łysienie (różne typy);
» przemęczenie;
» choroby autoimmunologiczne (choroby tarczycy, Hashimoto, insulinooporność);
» choroby skóry głowy (AZS, ŁZS);
» zatrucie metalami ciężkmi;
» skutki uboczne zażywanych leków;
» anemia,
» problemy z jelitami, zaburzenia wchłaniania; 
» hormony płciowe;
» kandydoza, grzyby i pasożyty w organizmie; 
» genetyka;
» okres dojrzewania lub po ciąży oraz menopauza; 
» alergie na pokarmy;
» uczulenie na składniki zawarte w produktach do pielęgnacji; 
i wiele innych.

Jak widzicie przyczyn jest mnóstwo, teraz jak dojść do tego, która spowodowała wypadanie u Was? 

Myślę, że najpierw warto przemyśleć swoje życie, zdrowie, dietę, podobne przypadki w rodzinie. Czy pojawił się ogromny stres na kilka miesięcy wstecz? Czy zdrowo się odżywiacie i dostarczacie wartościowych składników organizmowi? Czy kiedykolwiek mieliście problemy ze zdrowiem? Czy podobne przypadki zdarzały się w rodzinie? 

Kolejnym krokiem jest zrobienie podstawowych badań krwi, moczu i kału. Najważniejsze badania: 

» morfologia krwi z rozmazem;
» ob;
» żelazo;
» ferrytyna;
» kwas foliowy;
» wit, b12;
» wit, d3;
» hormony płciowe;
» testosteron;
» komplet tarczycowy;

Jeśli w tych wyjdzie, a być może nie, jakaś nieprawidłowość należy skontaktować się ze specjalistą w celu dalszej diagnostyki. Ten może Was skierować na kolejne, np. 

» badania kału w kierunku grzybów, pasożytów, krwi utajonej, Helicobater, resztki pokarmowe itd.
» Candida;
» alergie i nietolerancje pokarmowe
» złożone badania jelit;

Nie ma się co oszukiwać, że większości z nas dolega albo anemia, albo chora tarczyca, albo zaburzenia hormonalne lub problemy z jelitami. Dopóki tego nie zbadacie, nie dowiecie się, gdzie tak naprawdę leży problem. Może się to wydawać czasochłonne, ale uwierzcie że warto! Wypadanie włosów często zwiastuje poważne problemy organizmu. To pierwsza oznaka. Organizm mówi: "Ej, Ty! Coś się w środku dzieje! Zwróć na to uwagę!". Serio.

TRYCHOLOG VS. DERMATOLOG? 

Nie piszę o innych specjalistach, bo to już jest kwestia indywidualna, ale chętnie dorzucę swoje 3 grosze na temat trychologów. Zdania są oczywiście podzielone. Z własnego doświadczenia bardziej polecam trychologa. Dlaczego?
Trycholog ma możliwość obejrzenia skóry głowy pod kamerką. Zobaczy wtedy wiele, bo takie cudo ma masakryczne przybliżenie! Trycholog nie wciśnie Wam sterydowej wcierki na receptę. Jasne, może wciskać produkty z gabinetu, ale wtedy polecam poszukać innego w tej dziedzinie. Podobnie z lekami, trycholog nie wciśnie Wam LEKÓW NA RECEPTĘ, a jedynie w większości naturalne i łatwo przyswajalne suplementy. Od dobrego trychologa dostaniecie zalecenia, obejmujące pielęgnację, suplementację, wykaz badań do powtórzenia lub wykonania jeszcze raz oraz polecenie specjalistów do danego problemu. Moją trycholog, godną polecenia już znacie z poprzedniego wpisu. Jest nim Agata Suska! 
Relację z wizyty u Agaty Suska znajdziecie w poście: "Wizyta u trychologa. Trycholog Agata Suska, Hair&Skin Therapy."

Czego nie robić przy podejrzeniu nadmiernego wypadania włosów? 

1. Przede wszystkim nie leczyć się na własną rękę! Nie kupować w ciemno suplementów i witamin, jakie polecają w internecie. Często można narobić sobie jeszcze większej szkody, jeśli nie wiecie co Wam dolega. Nie dajcie się również namówić na MLM, moim zdaniem to największy syf, gdzie ludzie żerują na innych ludziach i ich problemach połączonych z desperacją.
2. Nie kupujcie specyfików cudów, wciskanych przez ludków w sieci. Pamiętajcie też, że SZAMPON czy ODŻYWKA przeciw wypadaniu nie zadziałają, bo problem często leży wewnątrz organizmu i tą samą drogą trzeba z nim walczyć.
3. Nie polecam mycia skóry głowy odżywkami. Szczerze? Poza nasileniem problemu, to nic nie wnosi. Serio. Dla mnie do mycia skalpu nadają się jedynie szampony. Chyba, że komuś z Was inaczej zalecił np. dermatolog.

Pisałam o tym w poście: "Mycie skóry głowy odżywką. Dlaczego jestem przeciwna?"
4. Nie bagatelizujcie!

Jak wspomagać swoje włosy samodzielnie? Oczywiście przed wizytą u specjalisty? 

1. Zdrowy tryb życia, to na bank. Mniej śmieciowego jedzenia, więcej naturalnych i zdrowych potraw i przekąsek.
2. Wysypianie się oraz relaks. Wiem, że z tym drugim czasem bywa ciężko, ale to naprawdę pomaga. Nie możecie się dołować i zamartwiać jeszcze bardziej.
3. Wcierki! Tak, wcierki! ❤ Tylko z jednym ale! Uważajcie na alkohol, bo jak się okazuje, u wielu z nas nasila wypadanie. Podobnie jak oleje we wcierkach oraz olejowanie skóry głowy! 
4. Witaminy i minerały, ale nie w formie tabletek, a tej naturalnej.
5. Regularny peeling skóry głowy (który oczywiście polecam wprowadzić na stałe do pielęgnacji). Mój ulubiony - BIONIGREE, SERUM OCZYSZCZAJĄCE. 

Pamiętajcie, że wypadanie włosów mimo, że jest poważne, w większości przypadków jest odwracalne i nie warto się załamywać. Najważniejsza zasada to nie bagatelizowanie problemu, a szybkie działanie!

Osobiście swoje zwlekanie oraz nieudolność większości specjalistów przepłaciłam 1/3, a w pewnym momencie 1/2 objętości swoich włosów. Niestety mój problem tkwi głęboko w jelitach i nie tylko. Czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy, ale jestem pod dobrą opieką. Nie jesteście sami. Trzymam za Wszystkich kciuki! 
Poniżej link do wspomnianego wcześniej BEZPŁATNEGO EBOOKA trycholog Agaty Suska! Konkretna dawka wiedzy! 

Do usłyszenia! A może przeczytania? ;) 

WIZYTA U TRYCHOLOGA - TRYCHOLOG AGATA SUSKA, HAIR&SKIN THERAPY

Hej!

Minęło sporo czasu od mojej wizyty u trychologa, już ponad miesiąc. Post przedłużył się w czasie z wielu względów, niemniej w końcu jest! :) Za zgodą Agaty Suska, w poście udostępniam zdjęcia z wizyty (z kamerki trichoskopowej).

Uprzedzając pytania, na wizytę udałam się prywatnie, zapłaciłam za nią. Nie jest to forma reklamy ani promocji. Przedstawiam Wam swoje wrażenia, jakich zaznałam. :)
Z problemem wypadania włosów zmagam się już kilka ładnych lat. Kto jest ze mną od początku ten doskonale wie, jakie katusze przeszłam, żeby znaleźć przyczynę. Dla nowych z Was, wszystko znajdziecie w poście: "Mój problem z wypadaniem włosów - PRZYCZYNA, LECZENIE, POSTĘPY.", gdzie wszystko jest opisane i podlinkowane.

Z wielu względów postanowiłam zmienić trychologa. Akurat miałam okazję i trafiłam do Warszawy, gdzie udałam się do Agaty Susks. Od początku swojego istnienia w sieci jako CURLYCLAUDIE, bacznie obserwuję poczynania Agaty jako trychologa. Od samego początku byłam zachwycona jej wiedzą, którą dzieliła się publicznie. Pozytywne opinie jeszcze bardziej pchnęły mnie "w jej ręce". Do rzeczy!

Jeszcze przed wizytą miałam z Agatą dobry kontakt, tj. opisałam swoją historię od początku do końca. Wysłałam wyniki badań oraz wykonałam kolejne, które mi podpowiedziała przed przyjazdem. Początkowo miałyśmy "spotkać się" online, ale stanęłam na głowie żeby dojechać do Warszawy niemal z drugiego końca Polski. Złożyło się tak, że na wizytę udałam się z kompletem badań i zaczęło się!

Pierwsze wrażenie (przed wywiadem i rozpoczęciem wizyty): czysty i bardzo przytulny gabinet. Niesamowity klimat, tak żeby pacjent poczuł się swobodnie. Tak też było. Mimo kilkunastu godzin na nogach byłam w stanie się odprężyć.

Wizytę rozpoczęłyśmy wywiadem. Padły pytania o wiele kwestii (leki, choroby, stres, sposób odżywiania, alergie itp.). Okazałam aktualne wyniki badań (mimo, że wcześniej przesłałam wszystkie drogą mailową). Na temat zdrowia wewnętrznego rozmawiałyśmy chwilę, po czym Agata przeszła do badania skóry głowy. Może napiszę Wam co zostało zbadane. :)

» napięcie skóry głowy - czynność polegała na delikatnym przesuwaniu skóry głowy, aby sprawdzić jak bardzo jest napięta. Z tą czynnością spotkałam się po raz pierwszy! Poprzedni trycholodzy tego nie robili.;
» test pociągania - czy przy przeczesaniu włosów rękami, jakiekolwiek na nich zostają. U mnie oczywiście zostają, czyli takowy test wyszedł DODATNI.;
» ocena skóry głowy - normalna, sucha czy tłusta, wrażliwa czy podrażniona.;
» keratynizacja naskórka - inaczej rogowacenie o ile dobrze zrozumiałam i później jeszcze raz doczytałam.;
» miniaturyzacja mieszków włosowych;
» puste mieszki włosowe;
» zespoły mieszkowe - ile włosków wyrasta z danego mieszka włosowego;
» łodyga włosa;
» największy ubytek włosów - chodzi głównie o miejsce na głowie;
Na podstawie powyższych, było wiadomo czy i jaki mam problem. Nie ma aż takiej tragedii jeśli chodzi o stan mojej skóry głowy. Ukrwienie jest, mieszków pustych niemal brak, bez problemów skórnych. Otrzymałam wskazówki pielęgnacyjne, tj. jak często i jaki peeling dla mojej skóry głowy, jaki szampon (Agata zwróciła uwagę na pH moich aktualnych szamponów!). Z tym też spotkałam się po raz pierwszy.
(widoczne ukrwienie skóry głowy)
Nasza wizyta trwała ok. 45 minut. Krótki wywiad oraz badanie, ale to nie koniec, jak niektórym może się wydawać! Po kilku dniach otrzymałam na maila pełne zalecenia. I tu mi szczęka opadła (w pozytywnym sensie!).

W zaleceniach pojawiło się wszystko, tj.

» zalecenia dot. pielęgnacji skóry głowy (to co usłyszałam już w gabinecie);
» zalecenia dot. suplementacji (dobranej INDYWIDUALNIE do mojego problemu);
» konkretny wykaz suplementów polecanych przez Agatę, odpowiednia dla mnie dawka na dzień;
» zalecenia wykonania kolejnych badań na następną wizytę (część jest do skontrolowania po czasie brania suplementów);
» podstawy diety dla zdrowej skóry i włosów (to co powinnam wyrzucić i to co włączyć do codziennej diety);
» rozpiska w czym znajdę konkretne witaminy i minerały;
» informacje dodatkowe, np. w moim przypadku metody walki ze stresem;
» NA KONIEC prawdopodobne przyczyny wypadania włosów w moim przypadku;

I tu rozwieję Waszą ciekawość. Najprawdopodobniejszą przyczyną i moim problemem jest problem z jelitami. O tym zaczęłam myśleć już jakiś czas przed wizytą, a ta tylko potwierdziła moje przypuszczenia. Mój organizm ma problem z wchłanianiem wszystkiego co dobre. Podejrzenie padło na: SIBO, przerost Candidy. Tym samym otrzymałam listę dietetyków klinicznych polecanych przez Agatę pod mój problem. Na wizytę już się umówiłam, 24 czerwca trzymajcie kciuki! :)

Kolejnym problem są hormony. Androstendion, testosteron i prolaktyna. Problem z gospodarką cukrową lub tarczyca. O tym przekonamy się na 100%, gdy tylko wykonam odpowiednie badania krwi. W razie potrzeby będę poszukiwała NAJLEPSZEGO endokrynologa w Polsce! Macie kogoś? ;)
Tym razem nie będę dzieliła się z Wami swoją aktualną suplementacją, ponieważ została ona dobrana pod mój problem i nie chciałabym aby ktoś się tym zasugerował, jeśli chodzi o jego osobę.

Podsumowując: z wizyty u Agaty Suska jestem zadowolona w 100%! Do każdego pacjenta podchodzi indywidualnie i z pełnym zaangażowaniem. Moim zdaniem wiedza Agaty jest nieoceniona! W końcu ktoś spojrzał na mój problem specjalistycznym okiem i naprawdę doradził. Teraz podejmuję dalsze kroki, aby zadbać o włosy, ale przede wszystkim o siebie! Psychicznie czuję się dużo lepiej. Poczułam, że da się coś z tym zrobić, a Agata mi w tym pomogła! W określonym czasie znów się spotkamy i będziemy działały dalej! :) Polecam Wam z całego serducha! Jeśli ktoś podobnie jak ja tylko bujał się od specjalisty do specjalisty i nic z tego nie wynikło, warto odwiedzić Gabinet Trychologiczny Agaty Suska. Gwarantuję, że nie pożałujecie.

Aktualnie mija prawie miesiąc od rozpoczęcia suplementacji oraz wdrożenia zaleceń. We włosach nie widzę jeszcze różnicy, bo na to potrzeba ok. 3 miesięcy. Zauważyłam różnicę w swoim zachowaniu i organizmie. Jestem bardziej wyciszona, nie stresuję się już aż tak swoim problemem. Podejrzewam, że podejście Agaty bardzo mi w tym pomogło. Zamiast się denerwować i lamentować - działam! Wiem co mam robić i robię to konsekwentnie.

Jeśli chodzi o organizm, rzadziej chodzę zmęczona i przytłoczona. Nie wiem, czy wypłynęła na to sama suplementacja, czy również moja podświadomość się uspokoiła. Nie ciągnie mnie do słodkiego (po wprowadzeniu koktajli owocowo-warzywnych). A miałam z tym spory kłopot, który tylko działał negatywnie na mój problem. Częściej jestem wypoczęta, nawet jeśli chodzę spać o późnej dla mnie porze.
(zobaczyłyśmy nawet stan końcówek kilku włosów!)
Dzięki wizycie nauczyłam się pić odpowiednią ilość wody dziennie! Kiedyś mogłam przeżyć dzień wypijając dwie szklanki płynu. Najczęściej słodzonego. Podczas przymusowej kwarantanny po powrocie z urlopu, początkowo wciskałam sobie wodę na siłę, żeby się nauczyć po nią sięgać. Teraz nie mam z tym problemu! 1,5l wody dziennie to dla mnie pikuś! Również dzięki temu rzadziej sięgam po napoje słodzone. Przyszło mi to dosłownie z dnia na dzień. Wiadomo, jestem tylko człowiekiem, więc czasem się złamię, ale robię to już sporadycznie. :)

Trycholog Agata Suska ma też coś ciekawego dla Was! Coś, co pomoże Wam poznać przyczyny wypadania włosów, metody ich leczenia oraz odpowiednie zabiegi! W poniższym linku znajdziecie bezpłatnego EBOOKa na ten temat. Wystarczy zapisać się do newslettera. Ja już swój odebrałam! :)

https://www.agatasuska.pl/wypadanie-wlosow/

Kontakt z trycholog możecie nawiązać poprzez stronę gabinetu: 

https://www.agatasuska.pl/kontakt/

Tym miłym akcentem kończę swoje wypociny. Na bieżąco będę informowała o przebiegu leczenia, konsultacji z dietetykiem i innych.

Buziaki!

PS. Pytanie do mieszkających w UK! Dotyczy badań krwi. Jak to ogarnąć? Można je zrobić odpłatnie, czy jedynie ze skierowaniem od lekarza prowadzącego? Kilka będę musiała wykonać w najbliższym czasie, ale nie mam zielonego pojęcia jak się za to zabrać. Będę wdzięczna za podpowiedzi. 

KONSULTACJA TRYCHOLOGICZNA - RELACJA

Hej, hej!

Piszę ten post na świeżo, żeby jak najwięcej informacji przedstawić Wam z kolejnej konsultacji trychologicznej u Pani Eweliny Wysoczańskiej. :) Tym jesiennym akcentem, zapraszam Was na kolejną relację!

Bez bicia przyznaję się, że na tę wizytę powinnam pójść kilka miesięcy temu... ale wiecie jak to jest. To brak czasu, to inne wydatki, to termin nie taki... w każdym razie W KOŃCU się udało! Rozbieżność pomiędzy wizytami to ok. 11 miesięcy, śmiało można powiedzieć ROK!

Już po pierwszej wizycie u trycholog Wysoczańskiej wiedziałam, że zostanę z nią na dłużej. To pierwsza osoba, która po dwóch latach szukania przyczyny wypadania włosów nakierowała mnie na właściwe tory! Jeżeli jesteście ze mną od początku, wiecie ilu specjalistów odwiedziłam i jakie były rezultaty tych wizyt oraz z jakim problemem się zmagałam. Większość mówiła TARCZYCA! Otóż nie... po odstawieniu (na własną rękę) hormonów, tarczyca jest IDEALNA! Ale o tym szczegółowo opowiem w poście podsumowującym moją walkę z wypadaniem. Do rzeczy!

Na wizytę udałam się w piątek, 13.10.2018r. Poszłam wielce podekscytowana, z racji, iż wyniki się poprawiły (rozpiska będzie poniżej). Sam stan moich włosów również uległ zmianie. Oczywiście w tym pozytywnym sensie. :) Tym razem wizyta była krótsza od poprzedniej, bo trwała ok. 30 minut, gdzie ostatnia zajęła nam godzinkę. Badania potwierdziły, że moim problemem jest złe przyswajanie żelaza.

Po wejściu do gabinetu, Pani Ewelina przeprowadziła mały wywiad. Co nowego, jak wyniki, jak włosy... wiecie o co chodzi. :) Bez zastanowienia wręczyłam aktualne badania. Postęp jest! Ferrytyna podniesiona, niewiele ale jednak! I właśnie ten niepozorny, poprawiony wynik, wpłynął na zmniejszenie ilości wypadających włosów i poprawę ich kondycji.

Po wywiadzie przyszedł czas na badanie kamerką trichoskopową. Nie mam zdjęć! Nie pytajcie, nie wiem czemu ich nie zrobiłam... szczerze, nawet nie przyszło mi to tym razem do głowy. Taka byłam podekscytowana!

W skrócie: mieszki czyste, pustych mieszków zaledwie 2! Nowe włosy są, ba widziałam nawet kudła który wyrósł... dzień wcześniej. Niesamowite, co? :) Większość nowych włosów jest jeszcze cieniutka i "blada" (przeźroczysta).

Uwaga! To, co było najgorsze ostatnim razem: brak widocznego ukrwienia skóry głowy. Tym razem SZOK! Na monitorze pojawiły się małe, czerwone plamko-niteczki, które świadczą o tym, że ukrwienie się poprawiło! Ucieszyłam się przeOGROMNIE. Skóra głowy czysta, bez zanieczyszczeń.

Jako, że mój organizm ma problem z wchłanianiem żelaza, co przekłada się na niską ferrytynę, dostałam następujące zalecenia:

» suplementacja wit. D3 (najlepiej z K2);
» suplementacja wit. B12, ale! w tym wypadku metylokobalamina;
» suplementacja wit. C, naturalnej. Najlepiej Acerola lub żurawinka;

Aktualnie czekam na swoją paczkę z powyższymi specyfikami i działam! Jesień - idealny czas na zapuszczanie i zadbanie o swoje włosy. Walczę dalej, bo te małe postępy MEGA mnie motywują. Doszło do tego jeszcze Wasze wsparcie, po opublikowaniu posta o wspólnym zapuszczaniu włosów (zachęcam do przyłączenia się): Kręconowłosa akcja zapuszczania - zapuszczaj z CURLY CLAUDIE.

W gabinecie otrzymałam poniższe kosmetyki marki Bionigree. Jest to:

» serum oczyszczające, tzw. peeling do skóry głowy;
» serum pobudzające włosy do wzrostu;
» szampon oczyszczający (UWAGA, łagodny! Składowo boski dla loków. Sprawdzam i będzie recenzja);

WYNIKI: ŻELAZO, FERRYTYNA. (innych badań chwilowo nie wrzucam, wszystkie będą w poście o całej "walce" z wypadaniem).

11.2017r.                                                                            10.2018r.

ŻELAZO: 181,0 przy normach 50 - 170                              ŻELAZO: 171,2 (50 - 170)
FERRYTYNA: 17,57 przy normach 4,4 - 207                       FERRYTYNA: 42,8 (4,63 - 204)

Trycholog oszacowała, że wzrost ferrytyny wynosił ok. 2 jednostek na miesiąc (malutko, ale dobrze że w ogóle coś!). Specyfiki "do łykania" mają pomóc zwiększyć "przyrost" jednostek. Relację będę zdawała - OBOWIĄZKOWO!

Dzisiaj krótko, tylko o wizycie. :) Wpis o problemie zaczyna się pisać i już niedługo ujrzy światło dziennie. Tam będzie bardziej szczegółowo i obszernie!
Przeogromnie się cieszę, że potencjalna przyczyna wypadania włosów okazała się być tą prawdziwą. Nie muszę dłużej szukać, teraz tylko działam!

Z tego co wiem, wiele z Was trafiło z mojego polecenia do trycholog Eweliny Wysoczańskiej. Mam nadzieję, że będzie Was więcej, bo lepiej trafić nie możecie. NAPRAWDĘ! <3

Dajcie znać jak Wasze kłaki! Zaradziliście problemowi wypadania?

Buziaki! :)

Konsultacja hematologiczna - co dalej w sprawie wypadających włosów?


Cześć Kochani!

W ostatnim poście - włosowa aktualizacja grudnia, pisałam że wybieram się na konsultację do hematologa. Wizyta odbyła się we wtorek tj. 16.01.2018r. Muszę przyznać, że jestem totalnie załamana i zdruzgotana tym, co dzieje się w służbie zdrowia. Jeżeli jesteście ciekawi jak przebiegła wizyta, przeczytajcie post do samego końca!



Na wizytę czekałam dobre 1,5 miesiąca. Wydawałoby się, że to nie długo, jednak biorąc pod uwagę ilość włosów jaka mi wypada oraz mój stan psychiczny, ten czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu się doczekałam. Poszłam podekscytowana, uradowana, z nadzieją że specjalista hematolog w końcu mi pomoże! Gdy opisywałam swój problem na grupach wsparcia, większość zalecała konsultację właśnie z hematologiem - podobno się znają. Być może i się znają, ale nade mną wisi chyba jakaś klątwa, która nie pozwala na znalezienie DOBREGO specjalisty.

No nic...

Weszłam do gabinetu 2x3 metry, siadłam tyłkiem na krześle i zaczęłam swoją opowieść, po czym wręczyłam Pani doktor plik wyników badań. Od razu zaznaczyłam, że mam NISKĄ FERRYTYNĘ i zbyt WYSOKIE ŻELAZO, co może być skutkiem niewyleczonej anemii sprzed dwóch lat, co zasugerowała mi Pani trycholog podczas konsultacji (TUTAJ). Odniosłam dziwne wrażenie, że Pani siedząca przede mną puściła mimo uszu to, co mówię i gapiła w kartki z cyferkami, a koniec koców nie przejrzała wszystkich wyników, tylko zaledwie dwie strony... a jest ich tam chyba ze dwadzieścia.

To ja znowu o ferrytynie, lekarzach którzy mnie spławili i powiedzieli, że nie ma powodów do niepokoju, bo ta jest w normie, patrzę na kobietę i słyszę... "Ferrytyna jest niska, fakt, ale mieści się w granicach normy, więc wszystko jest w porządku. Żelaza nie mogę Pani przepisać, bo ma Pani je ponad normę, więc to wszystko wyklucza". To ja znowu do boju... Opowiadam o konsultacji z trychologiem, gdzie stwierdzono brak ukrwienia skóry głowy, opowiadam o objawach anemicznych, które dalej mi towarzyszą... "Martwi mnie zawyżona prolaktyna." - 35,98 w normach 5,8 - 26,53, wynik skonsultowany z dwoma ginekologami, żaden nie ma zastrzeżeń biorąc pod uwagę moje stresujące życie oraz stres związany z tym cholernym wypadaniem. Tłumaczę, jak to wygląda... a babeczka znów sprawiła wrażenie jakby myślała o tym, co zrobi dzisiaj na kolację.

No, ale nic... kazała mi się rozebrać do pasa, zdjąć biustonosz i przeszła do badania. Tu mnie poklepała, tam postukała, gdzie indziej powbijała palce, osłuchała i kazała się ubrać. Nic niepokojącego chyba nie zauważyła, bo nie powiedziała ani słowa, tylko odeszła do biurka z dziwnym podśmiechiwaniem się pod nosem.

Wzięła kartkę, na której napisała jakie badania mam powtórzyć w marcu. Hormony tarczycy, żelazo, transferynę i prolaktynę... To się jej pytam "Czy z tego co aktualnie ma przed sobą, ze wszystkich badań, których są tam dziesiątki, można coś wywnioskować? Jakaś przyczyna? Dlaczego mam za dużo miedzi i jak ją zbić? No i co z tą ferrytyną?", na co Pani "Tak jak mówię, proszę powtórzyć badania XYZ i przyjść do mnie w marcu". No dobrze, ale czy coś jest mi Pani w stanie już powiedzieć? Cokolwiek zasugerować? O co chodzi nawet z tą prolaktyną i ferrytyną? Kolejny uśmieszek i "zapraszam w marcu z tym, co Pani napisałam.". Wryło mnie... Nawet najmniejszej sugestii z jej strony. Żadnego podejrzenia, nakierowania na odpowiedni tok myślenia.

W tym momencie trzymałam już w rękach portfel, aby zapłacić za te kilka nieszczęsnych minut całe 120 PLN. Hematolog wybiła mi paragon, wręczyła, a ja jeszcze na nią patrzę i drążę temat, gadam i pytam... w końcu nie po to jej płacę, żeby wyjść praktycznie bez żadnej wiedzy, nie? Nie po to czekałam tyle czasu, aby wejść na 7 minut, zapłacić i wyjść.

Moje zachowanie chyba nie do końca spodobało się Pani doktor, bo zaczęła nerwowo siedzieć na krześle, jakby zaraz miała mnie udusić, że truję jej tyłek, a przecież kolejni pacjenci, kolejne pieniążki czekają na korytarzu. Na koniec rzuciła, "proszę jeść tran i wcierać czarną rzepę w skórę głowy.". No, ale co z bałaganem w wynikach? Przecież trzeba to jakoś unormować... Na razie nie jest w stanie nic mi powiedzieć, do póki nie przyjdę na kolejną wizytę z powtórzonymi badaniami i po raz kolejny nie zapłacę jej 120 PLN, a przecież mam dużo włosów i nie powinnam się tak tym przejmować.

Dociera do Was? Zapłaciłam swoje za kilka minut wizyty, czekałam miesiące, aby dowiedzieć się że mam wcierać czarną rzepę w skórę głowy? Przecież w internecie dowiem się o tym ZA DARMO! 

Jestem po prostu zdruzgotana i aż brak mi słów na to, co usłyszałam, co znów przeżyłam w kolejnym gabinecie lekarskim. Przed samym wejściem nasłuchałam się od pacjentów starszej daty, jaka to ta Pani jest cudowna, jaka boska, jak ratuje życie i zdrowie... szczerze? Odniosłam zupełnie inne wrażenie.

Z racji, że jestem już załamana i totalnie bezsilna, spędziłam przez ostatnie dni dobrych kilka godzin na czytaniu o podobnych problemach u innych ludzi. Wszystko dokładnie przeanalizowałam i wyciągnęłam wnioski... Wczoraj udałam się po receptę na preparat żelaza, mam zamiar zaopatrzyć się jeszcze w selen, dobrą witaminę B12 i ewentualnie większą dawkę cynku. Teraz jak coś pójdzie nie tak, przynajmniej nie będę obwiniała Bogu Ducha winnych lekarzy! Zobaczymy... może sama sobie pomogę?

Nie mogę pojąć tylko jednej rzeczy... jak osoby, które decydują się ratować ludzkie zdrowie i życie potrafią być tak nieodpowiedzialni, niepoważni i bez serca. A może to ich nowe, specjalistyczne metody leczenia? Szczerze, nie mam zamiaru się już nad tym rozwodzić... chyba czas przerzucić się na medycynę niekonwencjonalną, holistyczną, zacząć odymiać się kadzidłami i będzie cacy. W końcu ludzie kiedyś tak dawali sobie radę, byli zdrowi, pełni energii, a wielu z nich jeszcze chodzi po ziemi po dziś dzień.

Chyba zawarłam wszystko co miało miejsce na poprzedniej wizycie, w razie gdy coś mi się przypomni, uzupełnię post. 

Na dziś koniec moich żali i wypocin, życzę Wam, abyście NIGDY nie znaleźli się w podobnej sytuacji. Masa nerwów, tysiące, tak tysiące wydanych złotówek, tysiące zgubionych włosów i ta totalna bezradność... nie ma nic gorszego. Dlatego wszystkim Wam życzę mnóstwo zdrowia! Trzymajcie się ciepło!

Teraz coś bardziej przyjemnego, specjalnie dla Was! Na moim profilu na instagramie trwa mini konkurs dla włosomaniaczek! Nie tylko kręconowłosych :) Serdecznie zapraszam Was do wzięcia udziału. Macie czas do 31.01.2018r. Szczegóły w poście poniżej.
Witajcie Kochani! Ostatnio na story pisałam o konkursie na 1000 followersów. Liczba się utrzymała, więc i konkurs jest! 😊 Jedna, mini włosowa paczka już do zgarnięcia, a w niej: ☞ dwie maski: Organic Shop Awokado i Miód oraz O'Herbal z ekstraktem z arniki do włosów cienkich; ☞ peeling do skóry głowy z węglem i pestkami moreli, Marion; ☞ zestaw trzech gumek sprężynek w kolorze beżowym, Rossmann; ☞ silikonowy olejek/serum Kallos Cosmetics (idealny na końcówki); ☞ próbki widoczne na zdjęciu; Aby wziąć udział w konkursie, musisz być osobą pełnoletnią i mieć konto publiczne. Zasady konkursu: 1. ✔ Obserwować profil @curlyclaudie z konta publicznego. 2. ✔ Polubić zdjęcie konkursowe, w komentarzu zaprosić dwie osoby. 3. ✔ Udostępnić zdjęcie konkursowe (repost) na swoim profilu, przy czym oznaczyć na zdjęciu @curlyclaudie oraz w komentarzu #curlyclaudiekonkurs . UWAGA ❗❗❗❗ Dodatkowa szansa na wygraną (dodatkowy los ✔) - polubić fanpage Curly Claudie na facebooku. Nie biorę pod uwagi kont założonych jedynie pod konkursy. ❌ Konkurs trwa do 31.01.2018r. do godziny 23:59. Zwycięzcę ogłoszę nie później niż 7 dni od zakończenia konkursu. 🏅 Pokrywam koszty wysyłki na terenie Polski. W razie wysyłki za granicę, koszty leżą po stronie zwycięzcy. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam powodzenia! 💕 #curlyhair#curlygirl#curlynatural#curlyhead#curlyclaudie#naturalcurls#curls#curly#haircare#natural#polishblogger#polishgirl#poland#newpost#nowypost#wlosomaniaczka#kreconewlosy#kręconewłosy#rozdanie#konkurs#curlyclaudiekonkurs#hair#giveaway#elfapharm#kallos#rossmann#organicshop#marion
Post udostępniony przez Curly Claudie (@curlyclaudie)

Buziaki :*

PS. Dajcie znać w komentarzach, czy dobrze czyta Wam się post z aktualną czcionką. :)


Bądź na bieżąco z postami:

https://www.bloglovin.com/blogs/curlyclaudie-swiadoma-pielegnacja-kreconych-19171391
http://www.facebook.com/curlyclaudie
http://www.instagram.com/curlyclaudie

Wypadające włosy - konsultacja z INTERNISTĄ


Cześć Kochani!

Długo nie było nic w sprawie mojego problemu z wypadaniem włosów, a obiecałam, że będę informowała Was na bieżąco. Kolejną wizytę ze "specjalistą" mam za sobą, zapraszam do krótkiej lektury.


zdjęcie z lipca br.

Wyniki krwi już od jakiegoś czasu goszczą w mojej teczce, Pani trycholog miała do nich wgląd i zaleciła skonsultowanie się lekarzem rodzinnym bądź hematologiem. Niestety ona sama nie ma uprawnień do wypisania mi recept. Z racji, iż hematolog w moim mieście w tym roku ma już wszystkie terminy zaklepane, udałam się do lekarza rodzinnego. Na moje szczęście albo i nieszczęście, trafiłam do internisty, u którego zaczęła się moja bieganina po gabinetach lekarskich. To ten lekarz wystawił mi skierowanie na pierwsze badania.

Sama wizyta trwała zaledwie kilka minut. Na dzień dobry doktor, o ile mogę go tak w ogóle nazwać, musiał pilnie dokończyć sprawdzanie numerów losowania Lotto, dopiero potem zwrócił na mnie uwagę. Przypomniałam mu się, przybliżyłam problem, pokazałam wyniki i sama wskazałam co jest nie tak.

"Ferrytyna jest w normie, nie ma powodów do niepokoju" - kolejny konował, który uważa, że ferrytyna na poziomie 17 jest w porządku. Uświadomiłam owego lekarza, jaki powinien być prawidłowy poziom ferrytyny w organizmie, aby włosy nie wypadały. Puścił mimo uszu.

Z moich ust padło słowo "trycholog". Rzekomy lekarz spojrzał na mnie jak na czubka w domu wariatów, zrobił minę i powrócił do czytania wyników. 

Za wysoka miedź, zbyt mały poziom cynku. Jedno z drugim w organizmie się wyklucza. Zbyt duża miedź powoduje zaburzenia wchłaniania cynku, czego objawem są wypadające włosy (ma to duży wpływ na niedokrwistość). To samo powtórzyłam Panu siedzącemu przede mną. "No tak, za duża miedź ma na to wpływ. Tak jest.".

To co mogę zrobić? Jakaś recepta na specyfiki i pozbycie się ogólnej niedokrwistości, bo takową mam? Może żelazo, cynk? A może dalsze badania? "Proszę kupić sobie w aptece (tutaj padła nazwa jakiegoś shitu, której nie pamiętam), to jest dobry suplement żelaza". Ale ja nie chcę suplementu! Przepisz mi Panie na receptę! "Nie, bo ja właściwie nie wiem w czym leży problem".

W tym momencie padłam na łopatki... "A jak się Pani odżywia? Proszę jeść więcej wołowiny, to żelaza będzie więcej". Jem czubku, w bardzo dużych ilościach... "To ja nie wiem jak Pani pomóc". Zbladłam... Osoba kompetentna, który uzyskała miano DOKTORA, ucząca się kilka lat i ona nie wie? Nie wytrzymałam i zapytałam "Czyli nie pomoże mi Pan, nie wie gdzie leży problem i co zrobić z tymi wynikami?", na co usłyszałam "Na prawdę nie wiem, proszę zmienić sobie odżywkę do włosów". Myślałam, że wstanę i go tam zmaskaruję....

Wstałam, parsknęłam "doktorowi" śmiechem w twarz, wyszłam i trzasnęłam drzwiami po czym poszłam porozmawiać z rejestracją.

Wizyta trwała może 3 minuty? Na pewno nie więcej. Nie dość, że koleś przymulony jakich mało, niezainteresowany pacjentem, to jeszcze niewykształcony! Każdy normalny lekarz, widząc moje wyniki zauważyłby, że coś tutaj nie gra. Chociaż próbowałby być mądry i w jakiś sposób pomóc. Dla tego Pana bardziej liczyło się to, że nie "ustrzelił" miliona w totka. Nie mogę nazwać go lekarzem, bo lekarz się tak nie zachowuje.

Wróciłam do domu i najzwyczajniej w świecie się poryczałam... 

Kilka dni temu minął dokładnie ROK odkąd wyszłam z jego gabinetu i zaczęłam szukać przyczyny wypadania włosów. Do tej pory jej nie znalazłam. Inaczej... dzięki Pani trycholog potencjalną przyczynę znalazłam. Potrzebuję jednak specjalisty, który spojrzy na to rześkim okiem i będzie mógł coś mi przepisać, bądź skierować na inne badania.

objętość moich włosów z przed miesiąca


Spędziłam rok na szukaniu, wydawaniu (spokojnie mogę powiedzieć - tysięcy) złotówek, kłuciu się, denerwowaniu i traceniu setek włosów dziennie. Póki co znam potencjalną przyczynę, dzięki człowiekowi po kursie! Nie lekarzowi. Wypadaniu jeszcze nie zapobiegam. Kto wie, czy nie jest już za późno i będzie można z tym coś jeszcze zrobić? Wspomagam się jak mogę. To witaminami, to kozieradkę, to pokrzywą...
No nic... Lecę szukać dalej. Dzwonię rejestrować się do kolejnego internisty, bo hematolog w moim mieście jest tylko jeden, w tym roku niedostępny.

Relacje wciąż będę zdawała na bieżąco, buziaki!


Bądź na bieżąco z postami :) 

https://www.bloglovin.com/blogs/curlyclaudie-swiadoma-pielegnacja-kreconych-19171391

http://www.facebook.com/curlyclaudie

http://www.instagram.com/curlyclaudie

Badanie trichoskopowe - konsultacja trychologiczna


Cześć Kochani!

W zeszłym tygodniu nareszcie poszłam na wizytę do kolejnej Pani trycholog. Może pamiętacie, że poprzednia - pierwsza, okazała się totalnym niewypałem (LINK). Teraz było inaczej. Wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego wpisu! Zaparzcie sobie herbatę i czytajcie uważnie :)



Około trzech miesięcy temu, zapisałam się na wizytę do Pani trycholog Eweliny Wysoczańskiej, twórcy serii produktów trychologicznych marki Bionigree, zwolenniczką naturalnych składników. Być może jest Wam znana. :)

Pani trycholog jako osoba jest bardzo uprzejma, miła, uśmiechnięta, przede wszystkim doedukowana, ma ogromną wiedzę w zakresie trychologii, dzięki czemu ma nieposzlakowaną opinię. Osobiście uważam, że posiada wiedzę bardziej obszerną niż niektórzy lekarze, z którymi miałam do czynienia.


PRZEBIEG WIZYTY

Na dzień dobry oczywiście przedstawiłam swój problem oraz to, jak zostałam potraktowana przez poprzednich specjalistów.

Okazało się, że moja historia i problem, z którym się zmagam, nie są wcale takie oczywiste i proste.
Po kolei analizowałyśmy z Panią trycholog ostatnie dwa lata: każde zmiany, każde przebyte choroby, każde leki i suplementy, wszystkie wyniki badań, ilość ("na oko") wypadniętych włosów, zmiany organizmu... Dosłownie WSZYSTKO
W ten sposób wyeliminowałyśmy potencjalne przyczyny wypadania włosów.


OPERACJA POD NARKOZĄ WRAZ Z LECZENIEM FARMAKOLOGICZNYM

Jako pierwsze odstrzelone zostały: operacja pod narkozą wraz z późniejszym leczeniem farmakologicznym (Visanne, Bonadea). Bonadea zażywam do dziś, tabletki od początku mi służyły i nie zauważyłam nic niepokojącego podczas ich stosowania.


MĘSKIE HORMONY I ŁYSIENIE ANDROGENOWE

Łysienie androgenowe (męskie), również "odstrzeliłyśmy". Męskie hormony akurat mam w normie, poza tym miejsca wypadania moich włosów nie są typowo charakterystycznym objawem takiego łysienia. Ponadto, antykoncepcja którą stosuje (Bonadea), ma właściwości androgenno bójcze. Działają lżej niż wspomniane przeze mnie w poprzednim poście Syndi35, lecz wciąż działają i nie ma potrzeby ich zmieniać. 


ŁYSIENIE TELOGENOWE

O takowym Pani trycholog mówiła w moim przypadku, choć też nie do końca. W każdym razie jest to zjawisko odwracalne, aktualnie włosy odrastają, więc tragedii nie ma. Problem w tym, że są bardzo osłabione i należy zadbać o problem"od środka".


POZOSTAŁE HORMONY

Pozostałe hormony są raczej w porządku. Trycholog zwróciła jedynie uwagę na zwiększoną prolaktynę i androstendion, uważa że poniekąd tutaj też może leżeć problem, ale nie są to nadwyżki na tyle duże, aby teraz coś z tym robić. Błędy mogą wynikać z dnia cyklu, w którym robiłam badania. Tydzień wcześniej ginekolog powiedział mi to samo (TUTAJ). Na chwilę obecną ten punkt zejdzie na drugi plan, co nie oznacza, że został całkiem zbagatelizowany.


SUBKLINICZNA NIEDOCZYNNOŚĆ TARCZYCY / FERRYTYNA

Następnie na tapetę weszła moja niewyleczona anemia (październik 2016r.) i subkliniczna niedoczynność tarczycy. Tutaj zaczęły się już małe schody. Z początku, gdy Pani trycholog spojrzała na wyniki, w oko rzuciła się jej moja niska ferrytyna. Reakcja nie do opisania. Coś w stylu "Matko bosko! Jaka niska! Koniecznie trzeba coś z tym zrobić".

Tutaj zaczęłyśmy jeszcze bardziej szczegółową analizę.

Pani trycholog dokładnie wypytała i przeanalizowała wyniki badań, aby dowiedzieć się jak zmieniało się moje TSH. Co ile spadało, w jakim czasie, jaką dawkę hormonu przyjmowałam itp.
Metodą liczenia doszłyśmy do wniosku, że na trzy miesiące wstecz (czyli czerwiec), moje TSH wynosiło: plus minus 1.9. Dawkę cały czas miałam taką samą - N50, TSH stopniowo spadało. Regularnie badałam jego poziom, z badania na badanie było coraz mniejsze. Stąd wniosek 1.9 w czerwcu. Aktualnie wynosi 0.9.

Według Pani trycholog, jest to poziom, w którym włosy przestają wypadać. Sęk w tym, że na efekty trzeba czekać ok. 3 miesięcy, czyli teraz (wrzesień) powinno wypaść mi mniej włosów. Nie ukrywam, podczas dwóch ostatnich myć zauważyłam różnicę w ilości wyciągniętych włosów. Fakt, nie jest to efekt WOW, ale zawsze coś.

Przejdźmy do ferrytny i niewyleczonej anemii... Na ten temat również rozwinęłam się z Panią trycholog. Poziom żelaza rok temu i teraz. Morfologia rok temu i teraz. Ewidentnie widać, że aktualnie niska ferrytyna jest następstwem niewyleczonej anemii sprzed roku. Objawy anemii wciąż mi towarzyszą. Aktualnie żelazo mam ponad normę, więc wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. Pani trycholog zleciła mi następujące badania, które należy zrobić, aby ocenić czy problem leży w niskiej ferrytynie. Są to:

♦ witamina D3;
♦witamina B12;
♦ cynk;
♦ miedź;
♦ kwas foliowy;

Jeżeli pojawi się jakiś niedobór, będziemy w domu. Natomiast jeżeli wszystko wyjdzie w normie, będziemy szukały gdzie indziej. Dodam, że aby włos odrastał prawidłowo, mocny i gruby, ferrtyna powinna wynosić ok. 75 mg/ml. Do tego wyniku będę dążyła! Póki co żyję z 17.7.

Wychodzi na to, że to w ferrtynie leży problem! Wszystko na to wskazuje. Trzymam kciuki, żeby "nasza" diagnoza okazała się trafna.


OCZYSZCZENIE ORGANIZMU I SUPLEMENTACJA

Panie trycholog, podobnie jak ginekolog zaleciła suplementację witamin. Tutaj szczególnie witamin B12 i D3, nawet w ciemno! Suplementy i tak zaczną działać i przyniosą efekty dopiero za ok. 3 miesiące.

Oczyszczenie organizmu również jest wskazane. Należy pozbyć się wszelakich toksyn i (w najgorszym wypadku) pasożytów. Oczyszczanie z pewnością nie zaszkodzi!


BADANIE SKÓRY GŁOWY

Za Wami dopiero pierwsza część wizyty! Czas na drugą, badanie skóry głowy :)

Udało zrobić mi się kilka zdjęć, jakoś może nie być zadowalająca, ale robiłam zdjęcie monitora swoim telefonem. :) Na następną wizytę obiecuję zabrać aparat!

Porównując tę wizytę do mojej pierwszej (LINK), ta była bardzo dokładna. Samo badanie skóry głowy trwało dość długo, sprzęt również należał do tych lepszych. Pani trycholog szczegółowo mi wszystko tłumaczyła w sposób, który mogłam zrozumieć.


Pierwszym na co zwróciłyśmy uwagę, były mieszki włosowe. Nieco zanieczyszczone, ale nie na tyle, żeby zrobić z tego powodu tragedię. W związku z wypadaniem, rozpoczęły się poszukiwania pustych mieszków. Przez całe badanie znalazłyśmy tylko 3 takie. Dobry znak! Oznacza to, że na miejsce wypadniętych włosów zaraz wskakują nowe. :) Włosy rosną! Co bardzo mnie ucieszyło.



Skóra głowy bez większych zastrzeżeń. Zanieczyszczona jest, owszem, ale raczej na normalnym poziomie. Powiedziałam trycholog, że stosuję regularnie, raz w tygodniu peeling trychologiczny firmy Bandi. Zasugerowała, abym używała go co mycie, ponieważ przy tym jednym razie w tygodniu przynosi jednak słabe efekty. Spróbuję! :)



Na zdjęciu poniżej "pozostałości" wcierki z kozieradki.



Zerknęłyśmy na włosy. Większość z nich była gruba i mocna, jednak pojawiły się wyjątki. Włosy zminiaturyzowane (dystroficzne). Włosy cienkie, słabe, z mniejszą ilością barwnika. Doskonale było widać to pod trichoskopem. Powiększenie włosa 1,5 mm ukazało go powywijanego we wszystkie strony świata. I nie był to mój, kręcony włos! Na tak małej powierzchni nie byłoby widać skrętu. Z reguły jest to charakterystyczne na łysienia androgenowego. U mnie takie zostało wykluczone, jednak podobne włoski się znalazły.
Według Pani trycholog, tragedii nie ma. Jest szansa, aby je wyeliminować.

ten cieniutki przeźroczysty włosek jest "zminiaturyzowany"


Może pamiętacie jak w pierwszej relacji z wizyty u trychologa opisywałam ukrwienie swojej skóry głowy? Otóż wtedy podobno miałam ukrwienie perfekcyjne! Niestety... teraz badanie było przeprowadzone na znacznie lepszym sprzęcie i... ukrwienia nie ma! Żadnych "kropeczek i kreseczek", które miałyby to określić. Ukrwienie mojej skóry głowy jest bardzo bardzo bardzo słabe. W związku z tym włosy również dostają przez to w kość. Skąd jego brak? Ano najprawdopodobniej przez ukrytą anemię. Wszystko się ze sobą pokrywa i wszystko właśnie na nią wskazuje. Nadchodzące badania wszystko wyjaśnią.

supełek z "zachomikowanym" stylizatorem


Dowiedziałam się w końcu jak to jest z tymi nieszczęsnymi cebulkami. Przeciągnęłam ręką po włosach i "wręczyłam" trycholog swojego włosa, z białą "końcówką" (biała, mała kuleczka). Wyszło na moje! Jest to cebulka, a nie zanieczyszczona końcówka włosa, jak powiedziała mi kiedyś inna trycholog. Cebulka jest biała, ponieważ włos jest już obumarły. Trycholog poprosiła o wyrwanie włosa z głowy. Tak też zrobiłam, porwónałyśmy cebulki. Ta, którą wyrwałam była czarna i znacznie większa. Ten włos był zdrowy, w fazie wzrostu. Teraz wiem już na czym polega różnica.
Udało mi się zrobić zdjęcie czarnej cebulki. Białą ciężko było znaleźć trichoskopem :) Mnie osobiście udało się na nią rzucić okiem przez dosłownie sekundę!



Z racji, iż codziennie nakładam "coś" na włosy, w konsekwencji wyglądają one tak.




Z wizyty u Pani Eweliny Wysoczańskiej jestem mega zadowolona! W gabinecie spędziłam około godziny, co świadczy o podejściu trycholog do pacjenta. Badanie jak i wywiad zostały przeprowadzone bardzo dokładnie i szczegółowo. Pani trycholog ma ogromną wiedzę. Nie tylko w zakresie trychologii, ale także w kwestiach typowo lekarskich. Żaden specjalista, u którego byłam ze swoim problemem, nie podszedł do mnie w ten sposób. Co najważniejsze, w gabinecie trycholgoicznym nie spotkałam się z półkami wypełnionymi kosmetykami do wciskania pacjentom. Nie. Pani Ewelina Wysoczańska posiada 4 swoje produkty, których broń boże nikomu nie wciska! Ba, dostałam próbki produktów, aby zobaczyć czy sprawdzą się one u mnie. Tym razem nie zostałam odesłana dalej, nie zostałam naciągnięta na tysiące zabiegów, za miliony monet. Tym razem trafiłam na kogoś, kto zwrócił uwagę na niską ferrytynę i zalecił dalsze badania. W końcu! Jest nadzieja! Najprawdopodobniej nie zostanę łysa. :)

próbki kosmetyków trychologicznych, niestety zabrakło serum ;(

skład szamponu

skład odżywki


Wydaje mi się, że napisałam już wszystko. Tyle tego było, że nie zdziwiłabym się, gdybym faktycznie o czymś zapomniała. Jeżeli coś mi się przypomni, uzupełnię post!

Po tej wizycie zaczęłam się jakby mniej przejmować sprawą. Prawdopodobnie dlatego, że znam już potencjalnego sprawcę całego tego zamieszania.Trzymajcie kciuki! :) Na bieżąco będę Was informowała o zmianach i kolejnych wizytach. :)

Ciekawi mnie jakie Wy macie podejście do trychologów? Jesteście bardziej na tak, czy bardziej na nie za wizytami u tych specjalistów? :)

Buziaki! :)

Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam!
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

Wizyta u ginekologa - MAŁY PRZEŁOM


Cześć Kochani!

Zgodnie z obietnicą pojawia się kolejna relacja z wizyty u specjalisty. Tym razem miałam możliwość skonsultować swój problem (TUTAJ) z ginekologiem-położnikiem. Wizyta odbyła się na początku tygodnia. Mogę powiedzieć, że w sprawie nastąpił "mały przełom". Dlaczego? Czytajcie uważnie!



W zasadzie miałam okazję skonsultować się z dwoma ginekologami jednego dnia. Niestety po wizycie u pierwszego, do którego chodzę odkąd pamiętam, wydębiłam w przychodni wizytę u drugiego. Stało się tak, ponieważ pierwszy ginekolog z wynikami odesłał mnie do endokrynologa (bo przecież teraz to on mnie prowadzi skoro choruję), od siebie dodał tylko, że nie ma powodów do niepokoju, wszystko jest w porządku, nawet moja niska ferrytyna (przecież w normie)! Zostałam zbadana i dostałam "kwitek na dropsy" na kolejne pół roku. Tyle z pierwszej wizyty.

Jako, że zaczęło irytować mnie takie podejście lekarzy, wcisnęłam się do drugiego ginekologa w tej samej przychodni. Podczas TEJ wizyty byłam po prostu zaszokowana tym, że doktor chce w ogóle porozmawiać o tym problemie dokładniej, niż jego poprzednicy. WOW! Nie jestem pewna, czy aby na pewno wszystko spamiętałam. ;)

Najlepiej będzie, jak zacznę od początku... Weszłam, usiadłam i przedstawiłam lekarzowi problem. Na biurko położyłam wszystkie aktualne wyniki badan krwi i opisałam wszystko ze szczegółami. Co mnie niepokoi, gdzie moim zdaniem może leżeć problem, od kiedy trwa, a także to, jak potraktowali mnie poprzednicy. Jako, że doktor należy do osób komunikatywnych, szczerych i z poczuciem humoru, doskonale mi się z nim rozmawiało, a przede wszystkim byłam w stanie zrozumieć go w 100%! Z żadnej wizyty lekarskiej nie wyniosłam tak wiele informacji. Teraz najlepiej będzie, jeżeli wypiszę to w punktach, ponieważ troszkę tego było. :)


ANALIZA WYNIKÓW BADAŃ KRWI

Jak już udało mi się wspomnieć w poprzednim poście (TUTAJ), to podwyższonych należały jedynie prolaktyna i androstendion. Według ginekologa o prolaktynę nie ma się co martwić, ponieważ niewielka nadwyżka spowodowana jest godziną badania, dniem cyklu a także byciem na czczo. Problemy z prolaktyną od razu wyeliminował.

Androstension - tutaj już trochę pogłówkowaliśmy. Opisując lekarzowi swoje dotychczasowe życie, stwierdził że ta niewielka nadwyżka będzie spowodowana stresem, ale też nie ma powodów do niepokoju, jeżeli chodzi o wynik ponad normę.

Ferrytyna - fakt, niska. Doktor jednak nie do końca wiedział jak ugryźć temat, ponieważ żelazo mam ponad normę. Zapytałam w jaki sposób ją podnieść, żelazem? Tutaj poradził udać się do lekarza rodzinnego, w celu przeprowadzenia eksperymentu, jaki wynik będzie przed i po kilku dniach brania żelaza. Krótko mówiąc, muszę znaleźć przyczynę niedoboru/ niskiej ferrytyny. Być może jest to zwykła niedokrwistość, być może coś innego. Objawy anemii wciąż mi towarzyszą. Odradził stosowanie żelaza na własną rękę, ponieważ nietrudno jest się nim zatruć.

Morfologia - tutaj ginekolog przyczepił się nieco do niskich limfocytów. Przez ostatni rok nie chorowałam, a także nie przyjmowałam antybiotyków, co trochę go zaniepokoiło. Długo nie myśląc poradził zrobić badania prób wątrobowych, aby wyeliminować ewentualną białaczkę, która mogła mi się teraz ujawnić. Przyznałam się też, że "udało" mi się oddać krew 3 razy w zeszłym roku. W tym wypadku również badanie prób wątrobowych mogłoby wskazać potencjalną żółtaczkę, której mogłam nabawić się w krwiodawstwie. Użył specjalnej nazwy na tę żółtaczkę, ale bez bicia przyznaję się, że jej nie pamiętam.


SPECYFIKI DERMATOLOGICZNE

"Poskarżyłam się" lekarzowi o wizycie u dermatologa i jego podejściu do sprawy (TUTAJ) oraz o tym, że dostałam receptę na wcierkę Aplicort E. Ginekolog z miejsca odradził mi jej kupno, z racji tego iż jest ona na sterydach i po jej odstawieniu mogę mieć jeszcze gorszy problem. Dopóki nie przeprowadzę dodatkowych badań i nie zbadam przyczyny niskiej ferrytyny, mam się w to nie pakować. NIE MA SPRAWY! :)


DIETA

Właściwie od razu doktor zapytał o moją dietę. Fakt, nigdy nie miałam jakiejś rygorystycznej, ale też nie jadłam nie wiadomo jak źle. Poradził odstawić wszelakie przetworzone, sztuczne produkty. Krótko mówiąc, mam starać się jeść zdrowo i naturalnie. Ale wiadomo jaka żywność wita nas w sklepach... Ciężko o pełnowartościowe owoce, czy niepompowanego kurczaka.

Doktor zadał mi pytanie "Czy je Pani surowe ryby?" - "Nie, jedynie wędzone (łosoś, jakaś makrela itp.), a dlaczego?"

Otóż przez jedzenie surowych, czy też wędzonych ryb, jesteśmy narażeni na zatrucie metalami ciężkimi. Jak wiadomo ryby takowe zbierają. Na zadanie domowe dostałam poczytanie o tym i sprawdzenie objawów powiązanych z tym zjawiskiem. Jeżeli mam być szczera to sama nie wiem jak na to patrzeć. Niektóre objawy się zgadzają, inne w ogóle. Ale nie popadam w paranoję! Nic nie wmawiam sobie na siłę. :)


STRES

Przez ostatni rok stres towarzyszył mi niemal codziennie. Nie dziwię się więc, że mogło to mieć wpływ na wypadające włosy. Co na to ginekolog? Poparł moje zdanie. Stres mógł się do tego przyczynić (stąd podwyższony androstendion). Ponadto wytłumaczył mi w jasny sposób działanie tego zjawiska. Przy stresie skóra głowy się spina, przez co włosy się osłabiają i lecą w większej ilości. Dostałam zalecenie regularnego masażu i zrelaksowanie skóry głowy. :)
Oczywiście według ginekologa nie jest to główna przyczyna mojego problemu, lecz negatywny dodatek.


SUPLEMENTACJA WITAMIN

Z początku dostałam zalecenie zbadania poziom witamin w organizmie. Takowe mam w planach już niebawem. Mimo tego, ginekolog zalecił wprowadzenie suplementacji witaminy B6, B12 oraz D3, to również może być odpowiedzialne za mój problem. Tak czy inaczej pogonił mnie na badania w jak najszybszym terminie.


LECZENIE FARMAKOLOGICZNE

Jako pierwsze na tapetę wezmę silne hormony, które przyjmowałam zaraz po operacji. Mówię tutaj o tabletkach Visanne, może ktoś z Was kojarzy nazwę. Wymieniony lek przyjmowałam około 1,5 roku. Na tę wiadomość ginekolog zrobił wielkie oczy. Co powiedział? "Kto i po grzyba Ci to dał na tak długo". Otóż poprzedni ginekolog. Według obecnego jest to środek "wywołujący sztuczną menopazuę". Brak krwawień przez cały okres stosowania. Sam lekarz nie pamiętał jakie są skutki uboczne po ich odstawieniu, czy też podczas przyjmowania, ale bardzo możliwe, że wypadanie włosów wchodzi w grę. Tak czy inaczej było to już 2 lata temu, jak je odstawiłam. Możliwe, żeby zaczęły postępować dopiero teraz? W życiu wszystko jest możliwe...

Bonadea - antykoncepcja hormonalna, którą przyjmuję do dnia dzisiejszego. Również zalecona przez poprzedniego ginekologa i również w celu zwalczania mojej przypadłości (endometrioza/adenomioza), której jak się okazuje prawdopodobnie nie mam. Tak czy inaczej przy tych tabletkach czuję się świetnie. Nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych, w tym wypadania włosów również nie było. Rzekomo te leki są już delikatnie androgenno bójcze. Powinny obniżać poziom testosteronu.

Z racji tego, iż powyższy lek Bonadea ma delikatne działanie jeżeli chodzi o zabijanie testosteronu, ginekolog zaproponował zmianę na Syndi35. Lek o takim samym, lecz silniejszym działaniu. Nie wcisnął mi ich na siłę "Masz zmienić i już.". Nie. Powiedział, że mogę spróbować z mocniejszą dawką, ale nie muszę jeżeli przy mniejszej dobrze się czuję. Receptę mam w teczce, ale chyba się nie skuszę.
Dlaczego? Nie ma sensu zwiększać dawki skoro teraz mam wyniki w normie i nic mi nie dolega. O tym przeczytacie w poście z kolejnej wizyty u trychologa. :)

Na koniec doktor zadał mi jeszcze jedno pytanie "Czy kiedykolwiek się Pani odrobaczała?". W zasadzie to nie... Dostałam kwitek na specyfik do tego służący i mam działać! Może oczyszczenie organizmu też jakoś na to wypłynie. :)

Tak czy inaczej, dalej szukam rozwiązania problemu niskiej ferrytyny!


Chyba mam już wszystko. :) W końcu udało mi się w jakiś sposób porozumieć z lekarzem i cokolwiek wynieść z jego gabinetu. Zawsze tylko odsysłanie od specjalisty do specjalisty. Z wizyty jestem bardzo zadowolona, ponieważ zostałam nakierowana na jakiś trop. Wiem już którędy iść! :)

Aktualnie jestem też po wizycie u Pani trycholog. Dziergam posta i już niebawem udostępnię go Wam! Zdradzę tylko, że z tej wizyty wyniosłam jeszcze więcej! Ciekawi? :)

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie posta, życzę spokojnego i udanego weekendu!

Buziaki! :)


Chcesz być na bieżąco? Zapraszam! 
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie